Hipoterapia: Konsekwencje głupoty - chciałabym Was ostrzec
Kasia była moją pierwszą pacjentką w Centrum Rehabilitacji. Ładna 12-letnia dziewczynka, która nie może chodzić. Leży bezwładnie z porażeniem kończyn dolnych na szpitalnym łóżku. Ofiara wypadku. Wypadku z koniem, jak się później okazuje. Zaciekawiona przeprowadzam szczegółowy wywiad. Jak, gdzie, dlaczego? Znana mi miejscowość, nieznana stadnina. Z niedowierzaniem proszę o potwierdzenie. Jeździectwem i końmi zajmuję się od lat, wydawało mi się, że znam wszystkie stadniny w okolicy. Z opowiadania Kasi jednak wynika, że jest to niewielka stajnia na kilka koni, jedynie nazwa stadnina jest mocno na wyrost. O tym zresztą, jak bardzo na wyrost, przekonałam się później.
Dopytuję się o okoliczności wypadku. W miarę opowiadania Kasi jestem coraz bardziej wstrząśnięta. Tyle niedbalstwa, niekompetencji i tak tragiczny efekt...
Któregoś dnia, zimą, Kasia wybrała się z dziadkiem "na konie", pokazać, jak jeździ. W towarzystwie kilkorga dzieci hasała po łące. Pod koniec jazdy pozostałe konie oddaliły się, Kasia zaczęła galopować. Dalszego przebiegu zdarzeń mogłaby nie opowiadać... Jest oczywisty.
Oczywisty dla każdego, kto zna podstawowe zasady bezpiecznego prowadzenia jazd. Nie chce mówić, co sadze o wiedzy, jaką posiadał na ten temat szef owej "Stadniny ".
A więc, jak należało się spodziewać, koń Kasi pognał za resztą. Spadła.
Dziś trudno odtworzyć przebieg wypadków - niepamięć pourazowa u Kasi, sprzeczne relacje świadków i właściciela. Pamięta tylko, jak leżąc na ziemi i płacząc z bólu krzyczała "nie ruszajcie mnie!"
Niestety. Najpierw próbowano rozmasować bolące plecy, a następnie, mimo protestów podniesiono ją i poprowadzono w kierunku auta. Ból stawał się coraz bardziej dotkliwy, aż osunęła się na ziemię. Wtedy "szef" zaniósł ją na rękach i posadził w samochodzie. Nie wezwano karetki pogotowia. "Szef" stwierdził, że to zbędne. Być może karetka w tym miejscu to antyreklama.
W tej sytuacji dziadek zawiózł Kasię swoim samochodem do szpitala. Już w drodze Kasia straciła czucie od pasa w dół. Przejazd w pozycji siedzącej po wyboistej drodze przy tego rodzaju kontuzji dopełnił reszty.
Zdjęcia rentgenowskie wykazały złamanie kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Skomplikowana operacja, długa, trudna rehabilitacja, miesiące, lata... czekanie. Czekanie na cud. Wreszcie promy k nadziei - śladowe ruchy palców. Tylko tyle, a jakże wielka radość.
Czy jeszcze kiedyś będzie mogła chodzić?
Zbulwersowana tą historią postanawiam obejrzeć "Stadninę ".
Wysłano dnia 09-10-2007 przez Ewa Hordyńska


Przyszlo mi do glowy, ze jako Qnwortal powinnismy wystapic do PZJtu z propozycja stworzenia jakiegos organu kontrolnego dla takich osrodkow jezdzieckich... wpadaliby od czasu do czasu i sprawdzali jakie kompetencje maja prowadzacy jazdy w osrodkach, wlepiali kary czy zakazy pracy... ciekawe jakby PZJ zareagowal na taka propozycje.